25 sierpnia 2019

Niedziela, XXI Tydzień zwykły
Rok C, I

Dwudziesta Pierwsza Niedziela zwykła

Nie zapomnij!

Weź udział we Mszy św.

Skorzystajmy z szansy ciasnych drzwi wiodących do zbawienia

„Trudną mowę” o świadectwie życia chrześcijan słyszeliśmy w czytaniach poprzedniej niedzieli roku C; podobny ton brzmi też dzisiaj. Dziwna jest pedagogia matczyna Kościoła: w sezonie, gdy wielu ludzi przebywa na wakacjach, a więc na zrozumiałym „luzie”, przypomina im on o przeciskaniu się przez ciasne drzwi. Nie ma, jak widać, wakacji od wysiłków w dążeniu do Boga. Ciało zmęczone wymaga należnego mu wypoczynku, dusza zaś – nie. Obecne życie winno być nieprzerwanym pasmem naszych odpowiedzi na Boży program zbawienia. Dziś nam jawi się ono jako powszechne powołanie do wspólnoty czcicieli Boga, łaska dana wszystkim, prowadząca ku wieczności razem z Nim. Ten Boży plan ukazuje się dziś w trzech czasowo odległych od siebie etapach dziejów ludu Bożego. Trzy odmienne sytuacje, a więc kolejno: koniec niewoli babilońskiej jako kary, poważne ostrzeżenie Jezusa przed zmar­nowaniem łaski wezwania oraz Boża taktyka wychowywania nas jak dzieci przez nieuniknione próby, uczą nas ufnie podejmować solidne wysiłki w realizacji Bożych zamiarów.

Czytany dziś urywek z „Księgi Pociech” Trito-Izajasza tchnie niebywałym optymizmem jako jedna z przepowiedni odsłaniających plany Boże wobec całej ludzkości. Ich wykonawcami będą niektórzy z Izraelitów, wprawdzie poniżonych dotąd w niewoli babilońskiej, ale ocalałych dzięki swemu zawierzeniu Bogu. Wyliczone przy tym szczegółowe nazwy geograficzne krain wskazują na ludzi naprawdę ze wschodu i zachodu, z północy i południa – jak podejmie to ogólnie Jezus w Ewangelii. Ale tutaj będą to jeszcze Izraelici w roli posłów Bożego zbawczego uniwersalizmu. Z owych odległych krain do Jerozolimy, do jej świątyni, powrócą jako dar dla Jahwe dawni wygnańcy, lecz już traktowani ze czcią przez dotychczasowych ciemięzców. Nieoczekiwana i trudna do pojęcia dla judaistycznego ekskluzywizmu po niewoli („płot Prawa” u rabinów!) jest końcowa Boża obietnica dotycząca pogan: Jahwe powoła i weźmie sobie na własność spośród nich niektórych jako kapłanów i lewitów. W pełni ziści się to dopiero w Kościele Chrystusowym.

Dla zrozumienia dzisiejszego urywku Listu do Hebrajczyków trzeba cofnąć się nieco wstecz. Autor po rozważaniach o kapłaństwie Jezusa Chrystusa snuje wnioski moralne skierowane do adresatów kuszonych, na skutek wrogości rodaków, do odstępstwa od Niego. W tym kontekście pojawia się zagadnienie wytrwania w wierze, gdy staje się ono trudne. Autor przytacza szereg budujących przykładów trudnej wiary u czołowych postaci Starego Testamentu, kończąc wreszcie ukazaniem wzoru samego Chrystusa, który zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż (12,2). W dzisiejszym urywku stwierdza, że jeszcze w walce z grzechem nie opierali się oni aż do krwi, tzn. nie było wśród nich dotąd męczenników i napomina ich, by pamiętali, że dowodem pedagogii Boga Ojca są doświadczenia, jakim obecnie podlegają. Argumentuje przy tym słowami z Księgi Przysłów. Od siebie zaś dodaje refleksję zapewniającą, iż to doczesne Boże karcenie, choć na razie wydaje się przykre, kiedyś wyda błogi plon sprawiedliwości. Bożą pedagogię ożywia bowiem miłość prawdziwie ojcowska.

W Ewangelii pada pod adresem Jezusa anonimowe pytanie o liczbę zbawionych, które zawsze niepokoiło ludzi o wrażliwym sumieniu, zwłaszcza rabinów żydowskich wczytujących się w ostrzegawcze głosy proroków. Jezus nie rozstrzyga tego pytania teoretycznie, lecz daje odpowiedź na wskroś praktyczną: środkiem zapewnienia sobie zbawienia jest przeciskanie się przez ciasne drzwi. Ta przenośnia mówi o potrzebie osobistego wysiłku i czujności, zanim On jako Pan domu bezpowrotnie i bez­apelacyjnie je zamknie przed tymi, którzy zaniedbali skorzystania z tej szansy. Nic nie pomoże wtedy powoływanie się na dawną z Nim bliskość w Ziemi Świętej. Od wspólnego z Nim szczęścia w Jego domu – w niebie – wyklucza ich fakt dopuszczania się niesprawiedliwości (Ps 6,9), wyraźnie sprzecznej z Jego nauczaniem (por. Mt 7,13n; 8,11n; 25,10–12). Płacz i zgrzytanie zębów – to biblijny obraz niewczesnej rozpaczy potępionych (por. jeszcze Mt 13,42.50; 22,13; 24,51; 25,30). Ostatnie zdanie perykopy powtarza się jako przestroga w Mt 19,30; 20,16 (tzw. logion wędrowny).

Bardzo różne w nastroju są dzisiejsze trzy czytania, niemniej łączy je ze sobą jedna myśl o koniecznym współdziałaniu Boga i człowieka w sprawie zbawienia. Boża miłosierna miłość zamierza szczęście dla człowieka jako swego stworzenia rozumnego i wolnego, które zdolne jest zrozumieć miłość. Oczekuje więc od niego godnej odpowiedzi, jaką jest osobisty wysiłek: czujny i solidny. Teoretycznie jest to jasne, ale przecież, jak wykazały dzieje ludu Bożego, wciąż w praktyce pojawiają się trudności. Źródłem ich jest zbyt intensywne przeżywanie przez ludzi doczesności, która na dwa skrajnie różne sposoby przeszkadza ludziom iść za Bogiem. Albo ułuda nęci ich, by przekraczali Bożą wolę, albo pojawia się zniechęcenie do jej cierpliwego znoszenia w różnych doświadczeniach. Jedna i druga z tych pokus opiera się na nieprawdzie. Skutecznym przeciwśrodkiem na konkretne działania nieprawdy w doczesności jest postrzeganie niezawodnej, bo objawionej prawdy. Takiej zaś nam dostarcza tylko żywa wiara i na niej oparta prawidłowa ocena rzeczywistości.

Po wyzyskaniu myśli punktu 1 i 3 jako wstępu można w homilii przedstawić program realizacji wyżej podanego hasła niedzieli. Będzie to analiza trzech sytuacji dziejowych ukazanych w trzech czytaniach, ale od razu z zastosowaniem do nas. Przy tym omawianiu ich aktualności wydaje się wskazaną następująca kolejność: zagrożenie (II czytanie), przestroga (Ewan­gelia), zapewnienie Boże (I czytanie), ze względu na końcowy akord optymistyczny. Mimo trudności życiowych doznawanych obecnie szansa wyjścia z nich obronną ręką pozostaje otwarta dla nas jako dla dzieci wychowywanych przez ojcowską dobroć Boga. Słowo dzieci trzeba jednak właściwie rozumieć, gdyż nie zwalnia ono nas z odpowiedzialności, wprost przeciwnie domaga się rozstrzygnięcia z naszej strony już teraz za synowskim trwaniem w karności. Na serio mamy wziąć obraz ewangeliczny ciasnych drzwi: Kościół jest dla nas nośnikiem królestwa Bożego, a nie magiczną rękojmią wejścia do nieba. To zaś wejście ma gwarancję, ale innego rodzaju – zbawczą wolę Boga, który inicjuje, pomaga i wyczekuje naszej odpowiedzi.

Augustyn Jankowski OSB

Polecamy

Rozważanie pochodzi z książki wydanej przez Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC: Przy stole Słowa