16 kwietnia 2021

Piątek, II Tydzień Wielkanocny
Rok B, I

Dzień Powszedni

św. Józef Cottolengo (prezbiter)

Józef Benedykt Cottolengo urodził się w Bra (miasteczku w prowincji Cuneo) 3 maja 1786 r. jako pierwsze z dwanaściorga dzieci, z których sześcioro zmarło w młodym wieku.

Od dzieciństwa okazywał wielką wrażliwość wobec ubogich. Obrał drogę kapłaństwa, na którą wstąpiło również dwóch jego braci. Lata jego młodości były czasami przygody napoleońskiej i wynikających z niej problemów w dziedzinie religijnej i społecznej. Cottolengo stał się dobrym kapłanem, poszukiwanym przez wielu penitentów, a w Turynie tamtych czasów głosicielem rekolekcji i konferencji dla studentów uniwersyteckich, gdzie odnosił zawsze znaczące sukcesy. W wieku 32 lat został mianowany kanonikiem od Trójcy Przenajświętszej - zgromadzenia kapłanów, które miało za zadanie pełnienie służby w kościele Bożego Ciała oraz nadawanie blasku obrzędom religijnym w mieście, ale w tej roli czuł się nieswojo. Bóg przygotowywał go do szczególnego posłannictwa i właśnie w czasie niespodziewanego i rozstrzygającego spotkania sprawił, że zrozumiał on, jakie miało być jego przyszłe zadanie w posłudze kapłańskiej.

Pan stawia zawsze znaki na naszej drodze, aby prowadzić nas według swojej woli ku naszemu prawdziwemu dobru. Dla Cottolengo takim znakiem był w sposób dramatyczny niedzielny poranek 2 września 1827 r. Z Mediolanu przybył do Turynu dyliżansem, zatłoczonym jak nigdy, w którym znajdowała się ściśnięta rodzina francuska, w tym kobieta z pięciorgiem dzieci, w zaawansowanej ciąży i z wysoką gorączką. Po błąkaniu się po różnych szpitalach rodzina ta znalazła schronienie w publicznej noclegowni, ale sytuacja kobiety nadal się pogarszała i niektórzy zaczęli szukać księdza. Tajemniczym zrządzeniem spotkali ks. Cottolengo i to właśnie on, z ciężkim i pełnym boleści sercem, towarzyszył śmierci tej młodej matki, wśród udręki całej rodziny. Wypełniwszy to bolesne zadanie, z cierpieniem w sercu, ukląkł przed Najświętszym Sakramentem i zapytał: „Boże mój, dlaczego? Dlaczego chciałeś, abym był świadkiem? Czego chcesz ode mnie? Trzeba coś zrobić?!”. Powstawszy, kazał bić we wszystkie dzwony, zapalić świece, a zdumionym ludziom w kościele powiedział: „Stała się łaska! Stała się łaska!”. Od tej chwili Cottolengo się zmienił: wszystkie swe zdolności, zwłaszcza umiejętności ekonomiczne i organizacyjne, wykorzystał, aby powołać do życia inicjatywy wspierające najbardziej potrzebujących.

Umiał włączyć w swe przedsięwzięcia dziesiątki współpracowników i wolontariuszy. Przeniósłszy się na przedmieście Turynu, aby rozszerzyć swe dzieło, utworzył rodzaj wioski, w której każdy budynek, jaki udało mu się zbudować, nosił znaczącą nazwę: Dom Wiary, Dom Nadziei, Dom Miłosierdzia. Działał na wzór rodziny, tworząc prawdziwe i właściwe wspólnoty osób, wolontariuszy i wolontariuszek, mężczyzn i kobiet, duchownych i świeckich, zjednoczonych, aby wspólnie podjąć i pokonać trudności, jakie się pojawiały. Każdy w tym Małym Domu Opatrzności Bożej miał ścisłe zadanie: jeden pracował, inny się modlił, jeszcze inny usługiwał, nauczał, zarządzał. Zdrowi i chorzy - wszyscy dzielili ten sam ciężar dnia codziennego. Również życie religijne wyróżniało się w owym czasie, stosownie do poszczególnych potrzeb i wymogów. Pomyślał nawet o własnym seminarium, by szczególnie formować kapłanów tego dzieła. Był zawsze gotów naśladować i służyć Opatrzności Bożej, nigdy nie zadając Jej pytań. Mawiał: „Wcale nie jestem dobry i nawet nie wiem, co mam robić. Ale Opatrzność Boża z pewnością wie, czego chce. Mnie pozostaje tylko słuchać jej. Naprzód, w imię Pana”. Wobec swych ubogich i najbardziej potrzebujących będzie się zawsze określał jako „pomocnik Opatrzności Bożej”.

Obok małych miasteczek Bożej Opatrzności ufundował też pięć klasztorów sióstr kontemplacyjnych i jeden erem, uważając je za najważniejsze swe realizacje - rodzaj serca, które winno bić dla całego dzieła. Zmarł 30 kwietnia 1842 r., wypowiadając słowa: „Miłosierdzia, Panie; Miłosierdzia, Panie; Dobra i Święta Opatrzności... Najświętsza Dziewico, teraz wszystko zależy od Was”. Jego życie, jak napisał jeden z ówczesnych dzienników, było całe „intensywnym dniem miłości”.

Benedykt XVI - z audiencji generalnej, 28 kwietnia 2010